No i stało się, w sobotę było wielkie rachu-ciachu u veta i koteczki wróciły do domu lżejsze o jajeczka. Bidusie przespały całą sobotę ledwo żywe, ale za to w niedziele czuły się już wyśmienicie, apetyt dopisywał, było już nawet małe rozrabianie. W poniedziałek już pełnia sił, dzikie galopy i skoki z kanapy na schody, ze schodów na podłogę, Zenek nawet zrobił slajd po stole ściągając serwetę z wszystkim tym co na niej stało :).
Ponieważ zabieg był prosty, nie trzeba już wizyty kontrolnej, nie ma żadnych szwów:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz